Uczucie – sprawa trudna
Coś jak szafa, taka brudna
Ale taka moda wredna
- zawsze dosięgać sedna.
Taki kicz, trochę bezwzględny
I moralnie niewybredny.
Jak tu stwierdzić w bałaganie
Które dobre rozwiązanie:
Kochać, lubić, może ufać?
Stracić, skłamać albo dumać?
Nie rozumiem siebie wcale
Czuję się więc – doskonale!
Pominę zatem detale,
Szczerze mówiąc – już to wale!
Kończe więc te gorzkie żale.
Dzięki – czytałeś wytrwale!
Idzie taki, z zabawkami
Dwa dni później – pod kwiatami.
A dzień wcześniej – bawił dzielnie
Tylko troche, nieudolnie
Bo dziś koleś – zakopany
Jutro będzie – zapomniany
Szponami wyszarpać Jej piękno.
Zatrzymać na własność.
Zamrozić tą chwile.
Umrzeć szczęśliwym.
Bez pytań.
Bez odpowiedzi.
Co dzień widzę Cię
- plującego strachem.
Lekarze mawiają:
„gruźlica duszy”
Ja jednak wiem,
że to reakcja alergiczna
na smród słowa „winny”,
wtartego tamtego dnia w Twoje plecy.
Okrywasz je chemicznie wypranym,
skórzanym płaszczem, które zwiesz:
„Sumienie”
Co noc przeżuwasz swoje oszustwa,
A gdy nie patrzą,
wymiotujesz łzami z balkonu.