Archiwum

Archiwum dla ‘blog’ Kategoria

Here we go again

Jest domena, nawet całkiem fajna – improwizuj.pl
Na niej photoblog, a będzie więcej – audioblog, a w przypływach wolnego czasu będzie też i wideo.

Swoją drogą, przeglądałem właśnie kilka zeszłorocznych treści z tego bloga i zauważyłem całkiem sporą ilość wewnętrznych niespójności i choćby to, że spokojnie mógłbym sam ze sobą sprzed roku polemizować.

Dlatego właśnie zastanawiałem się nad ukryciem tych starych tematów, ale to byłoby sprzeczne z moją zasadą, którą ustaliłem podczas zakładania bloga dwa lata temu. Czytelników proszę więc o potraktowanie poprzednich moich wpisów z dużym dystansem. :)

Na tą chwilę to tyle. Postaram się, żeby następny wpis był już w formie audio.

Kategorie:blog, ja Tagi:

Tu już w zasadzie tylko archiwum

Kwiecień 13th, 2008 Brak komentarzy

Minął rok od mojego ostatniego posta!

Jak pewnie większość z was zauważyła, nie mam czasu dalej prowadzić bloga. Ale może powrócę do tego za jakiś czas, może w nieco innej formie (audioblog/videoblog/photoblog)… bo pomysłów mam bardzo wiele i równie wiele mam do przekazania :)
Tyle chciałem napisać dziś, a tymczasem farewell i małe conieco na koniec.

Do usłyszenia (a może zobaczenia?)…!

Kategorie:blog, ja Tagi:

Chyba czas zacząć…

Sierpień 4th, 2006 8 comments

Blog istnieje już od przedwczoraj i chyba czas zacząć już coś w nim pisać. Raczej nie będzie tu nic ciekawego – jak to na większości blogów. Troche moich wewnętrznych myśli, czasami wierszy, spostrzeżeń, raz na czas wrzucę tu jakiś mój utworek muzyczny czy zdjęcie. Będzie to także przegląd niektórych wydarzeń, czy to z mojego życia osobistego, czy tego co się dzieje na świecie z moim komentarzem… Na razie żadna z sekcji w linkach po prawej stronie nie działa, ale to się zmieni (kiedyś…). Tak w zasadzie to sobie myślałem… ciekawym pomysłem byłoby zrobić audioblog – gdzie ja opowiadam, a raczej mój głos… jakoś wydaje mi się słuchanie naturalniejsze, niż czytanie czyichś myśli.

Tajemnicą nie jest, że Bazyli człowiekiem samotnym jest ;) , dlatego utrzymuje bliskie kontakty ze swoimi przyjaciółmi i znajomymi.

Wbrew pozorom niestety, idealnym człowiekiem nie jestem i mam kilka rzeczy na sumieniu. Sytuacja niby się wyjaśniła… ale nie jestem tą samą osobą w oczach kilku moich znajomych.
I teraz, kiedy już po wszystkim, analizuje te wydarzenia ze świadomością jak niewiele jeszcze pojmuję z zakresu bycia z ludzmi.
Może nie zastanawiałbym się nad tym aż tak, gdyby nie fakt, że niedawno zawiodłem przyjaciela. A to, uwierzcie… boli.
Czy mam jakiekolwiek usprawiedliwienie za siebie, za swoje zachowanie? Nie. I to boli jeszcze bardziej.
Zrobiłem pewne rzeczy… nieświadomie konsekwencji. Lepszym słowem byłoby tu bezmyślnie. I nagle wszystko wybuchnęło mi w twarz.
Nie wiem co on o mnie teraz myśli. Nie rozmawiałem z nim od momentu, kiedy z wściekłości na siebie samego, powiedziałem mu żeby, nie utrzymywał kontaktu z kimś takim jak ja – bo z taką porażką jak ja nie warto…
Nie, to jeszcze nie koniec. Co gorsza nie zawodłem „tylko” swojego przyjaciela, zawiodłem także kilka innych, bliskich mi osób.
Najtrudniejsze jest w tym to, że ja nigdy siebie takiego nie znałem. Ba, nie rozumiałem jak można być takim… jakim okazałem się być sam. Ja… analityk ludzkich zachowań?! A przynajmniej za takiego się uważałem.
Cholera… mieliśmy nawet założyć stronę oferującą pomoc dla ludzi z problemami interakcji z drugą osobą. To był śmieszny pomysł. Śmieszny, ze względu na to, że ja miałem być jego częścią.

Teraz mogę tylko przeprosić. Przeprosić jego. Przeprosić osoby, które powinny być przeproszone. Może przeprosić jeszcze raz osoby, które już przeprosiłem…

Szkoda, że w tak wielu przypadkach musimy się uczyć na własnych błędach…

Chciałoby się czasami tak… rozpocząć to od nowa

A mówiąc o przyjacielach… pragnę tu przeprosić wszystkich tych moich… bo wiem, że za mało z Wami czasu spędzam. Przepraszam. I mimo, że nie wygląda, że się Wami troszczę, to wiedzcie, że mam Was i będę miał zawsze w sercu.

Pozatym, że nadal często biję się z myślami i cierpię z tego powodu na bezsenność, dużo się działo. ;)
Jutro robimy mały remoncik w dużym pokoju, więc mogę sobię ten dzień wyjąć z kalendarza. :(
Więc czeka mnie przesuwanie mebli, zdzieranie wykładziny, kurz, kurz…

Wczoraj siedziałem do 3 w nocy nagrywając swoją (jeszcze nie skończoną) aranżację Heaven on their minds z musicalu Jesus Christ Superstar. Zobaczymy co z tego wyjdzie. To mój odwieczny problem… biorę się za za dużo rzeczy na raz. Potem wszystko stoi odłogiem, a ja nie biorę się za nic, nawet za obowiązki, bo mówie sobię, że muszę najpierw skończyć to co zacząłem wcześniej. To nie pierwszy raz. Pozatym zbyt łatwo mnie wykorzystać. Zawsze na liście najpierw są rzeczy dla przyjaciół i znajomych, dopiero potem obowiązki w domu (dzieki takiej kolei rzeczy czesto mialem klopoty, ale to nic ;) ). Uważam, że przyjaciele są najważniejsi (cóż za, do prawdy dziwne stwierdzenie w ustosunkowaniu do powyższej reszty tego posta, prawda?)…

Z technicznych nowinek – router mi się psuje, więc raz mam Internet a za 5 minutek nie mam. :) Fajnie, prawda?
Mój niesamowity znajomy z Anglii – Paul Anderson, w momencie, kiedy powiedziałem mu o tym fakcie, wyskoczył z wiadomością, że ma router, który używał jak był w Niemczech, a teraz tylko leży i się kurzy… więc mi go wyśle jak tylko wróci z gór… :|
Szkoda, że nie ma więcej takich ludzi jak on…

Byłem dzisiaj u Karoliny, zrekonstruowaliśmy utwór, który zaczęliśmy robić ostatnim razem (i który straciliśmy w wyniku zwisu komputera ;) ). Jest teraz w sumie całkiem przyjemny. :)

No i cóż – mam tyle do napisania, a niestety czasu brak (a i tak musicie przyznać, że moge sobie już wreszcie odpuścić, bo przynudzam :D ) – już 1 w nocy, a ja jeszcze kolacji nie jadłem. :(

Może i powiedziałem tu sporo rzeczy oklepanych, nudnych, nieistotnych… Ale taki już jestem… oklepany, nudny i nieistotny.

Podsumowując – następnym razem postaram się pominąć trywialne sprawy i przejść do sedna sprawy. Bardzo podobają mi się blogi, w których ludzie przekazują swoje myśli w postaci wierszy. Takie blogi czyta się z przyjemnością, a nie z przymusu w stylu domagania się komentarza od znajomej osoby – domagania się zauważenia… Niestety tacy już jesteśmy. Jesteśmy ludźmi, a ludzie wymagają poświęcenia czasu, emocji no i siebie…). A jeżeli ten blog ma być zauważony (a po to się pisze publiczne pamiętniki), to wolę, by był zauważony pozytywnie, niż negatywnie.

Pisanie chyba pomaga mi posortować i wyjaśnić pewne rzeczy… zwykle jednak wystarcza intensywne myślenie, ale i tak nic nie pobije poprostu zwyczajnej rozmowy z drugą osobą (tak zwanego wyżalenia się komuś). To chyba najstarsza metoda bycia zauważonym i być może dostrzeżenia współczucia ustosunkowanego do swojej osoby. ;)

Nie, nie będzie pozdrowień… Blog nie jest po to żeby pozdrawiać :)
A Ci, których cenię – już o tym wiedzą… a jeżeli jeszcze nie, to im to powiem, ale twarzą w twarz. Nie będę się chwalił swoimi znajomościami publicznie ;-)

Dzięki.

Kategorie:blog, ja Tagi: