Uczucie – sprawa trudna
Coś jak szafa, taka brudna
Ale taka moda wredna
- zawsze dosięgać sedna.
Taki kicz, trochę bezwzględny
I moralnie niewybredny.
Jak tu stwierdzić w bałaganie
Które dobre rozwiązanie:
Kochać, lubić, może ufać?
Stracić, skłamać albo dumać?
Nie rozumiem siebie wcale
Czuję się więc – doskonale!
Pominę zatem detale,
Szczerze mówiąc – już to wale!
Kończe więc te gorzkie żale.
Dzięki – czytałeś wytrwale!
Idzie taki, z zabawkami
Dwa dni później – pod kwiatami.
A dzień wcześniej – bawił dzielnie
Tylko troche, nieudolnie
Bo dziś koleś – zakopany
Jutro będzie – zapomniany
Szponami wyszarpać Jej piękno.
Zatrzymać na własność.
Zamrozić tą chwile.
Umrzeć szczęśliwym.
Bez pytań.
Bez odpowiedzi.
Co dzień widzę Cię
- plującego strachem.
Lekarze mawiają:
„gruźlica duszy”
Ja jednak wiem,
że to reakcja alergiczna
na smród słowa „winny”,
wtartego tamtego dnia w Twoje plecy.
Okrywasz je chemicznie wypranym,
skórzanym płaszczem, które zwiesz:
„Sumienie”
Co noc przeżuwasz swoje oszustwa,
A gdy nie patrzą,
wymiotujesz łzami z balkonu.
przewierca mnie wciąż
chęć wykrwawienia
swych otrutych myśli
na ten kawałek ściany.
przelania goryczy i plugawości
by tym samym rozgrzeszyc siebie samego
w ostatnim, sprośnym akcie
zdusić swoją winę:
przykuć ją do ściany
i jednym ciosem
___zabić
czym prędzej pozbyć się ciała
by odór nie zniechęcał gości
a czerwona plama na ścianie
____- zaschnięte kłamstwo
zostanie tam
dla ozdoby.
idę dziś ulicą,
____dookoła
____metaliczno-papierowe głowy
____uśmiechają się do mnie szyderczo
____róże wykrwawiają swój kolor z bilbordów,
____a zdechłe, sprasowane fiołki,
____bez nóg;
____gniją w nich, odwrócone do słońca
_to wszystko,
_by reprezentować
_martwe,
_ szydercze
__ mordy
Pusty Pokój mam
wstawiłem szafy,
półki, książki,
ubrania, łóżka,
cuda techniki.
a Pokój wciąż pusty…
nudny Świat mam
leżę więc na łóżku,
czytam książki,
chodze w ubraniach,
pielęgnuje szafy,
półki wycieram z kurzu,
korzystam z cudów techniki.
a Świat wciąż nudny…
wyrzucę szafy,
półki, książki,
ubrania, łóżka,
cuda techniki.
zaproszę ją.
Pokój będzie
a ja razem z nim
pełni.
W lęku przed życiem,
uciekamy w cień.
W deszczu szarych, od dawna wygasłych, spadających gwiazd
odnajdujemy swoje marzenia -
jak strzały z łuku trafiają w nasze,
zakurzone serca,
wbijają się,
tworzą w nich dziury.
Podziurawione
przeciekają.
Sącząca się krew
nawilża grubą warstwę kurzu
tworząc błoto.
Płaczą mokre od krwi,
- ostateczny ból…
Wyciśnięte z ostatniej kropli
puste serca,
umierają,
usychają…
zrozumiałem jak…
bezradny jest
on.
on odnalesc sensu nie moze
on zagubił się
zrozumiałem jak…
trudny wybór ma
on.
on poskromić uczuć nie może
on zapłakał…
zrozumiałem jak…
fałszywy jest
on.
on uczciwy być nie może
on, przeciwko sobie działa
przeźroczysty jak lód,
on.
zagubiony jestem…
on
to ja.